Miała być relacja i zdjęcia z Albanii i na wszystko brakło czasu.
Miał być też dziennik pokładowy z pierwszej wyprawy na Jeziora Mazurskie.
Będzie obiecuje, póki co chyba zakochałam się... zaraziłam się żeglowaniem!!!!
Zacytuję krótko:
Pierwszy raz przy pełnym takielunku
Biorę ster i trzymam kurs na wiatr
I jest jak przy pierwszym pocałunku
W ustach sól gorącej wody smak
Czekajcie na relacje i zdjęcia.
Gosiaczku dzięki za szalony i zajefajny urlop!!!!
sobota, 30 lipca 2011
piątek, 1 kwietnia 2011
Jak dobrze zobaczyć przyjaciół
czwartek, 24 lutego 2011
Po co?
„Szaty mam już spakowane,
Bóg z nieba daje mi znać
Nie płacz mamo kiedy odejdę
Widocznie musiało być tak…”
Dziś w godzinach wieczornych w parafii św. Wawrzyńca w Gutkowie (Olsztyn) odbyła się uroczysta Msza Święta w intencji księdza Marka Rybińskiego.
Kościół pełny po brzegi, wielu nie kryło łez i smutku po stracie, jaka dotknęła nas wszystkich, zwłaszcza tych, którzy mieli okazję poznać ks. Marka.
Ja jednak myśląc o Rybie mam na ustach uśmiech, bo czy ktoś pamięta Go smutnego, czy ktoś z Was ma choćby jedno zdjęcie, na którym Ryba jest zmartwiony?
Ks. Marek, „Ryba” jak Go nazywaliśmy, był dla Gutkowa jak świeża krew. Kiedy On pojawił się w Olsztynie, „z podziemi” wyszła też grupa olsztyńska MWDB (wcześniej spotykaliśmy się przy parafii na Kortowie).
Pamiętam, kiedy jako pracownik SOMu przyjechał do Olsztyna by uczestniczyć w animacji misyjnej. Bardzo podobała Mu się Warmia i na pewno nie spodziewał się, wypowiadając słowa „w sumie to mogliby mnie tu wysłać”, że przyjdzie Mu rok później pracować z nami.
…I wysłali.
Początki trudne, zupełnie inna rzeczywistość niż stołeczna praca z wolontariuszami. Zawsze powtarzał na olsztyńskich spotkaniach MWDB, że dodajemy Mu odwagi i radości do zaaklimatyzowania się w nowym miejscu. Dużo energii, dużo pomysłów, dużo wsparcia i dużo ciepła to nasz rok z księdzem Markiem.
Widzieliśmy wszyscy jak parafianie Gutkowa przyjmują Go do swojej rodziny a On odwzajemnia to uczucie dając z siebie jeszcze więcej. Dzielił się z nami tym doświadczeniem. Kiedy On tryskał radością – my razem z nim, kiedy miał problem – szukaliśmy wspólnie rozwiązania.
Plany Tunezji pojawiały się zawsze w Jego słowach, gdy tylko rozmawialiśmy o naszych pragnieniach misyjnych. Wiele razy opowiadał sen jak to „wjeżdża przez łany zboża na kombajnie by zbierać żniwo”. Łączył to właśnie z powołaniem do pracy misyjnej. I znów Pan spełnił Jego pragnienie. Przed wakacjami oznajmił nam, że udało się, że wyjeżdża na 3 lata a potem zobaczy, co Pan planuje dalej.
Dla mnie osobiście Ryba był jedną z niewielu osób na tamte czasy, od których otrzymałam wsparcie w budowaniu odwagi do wyjazdu, do poświecenia się misjom. Kiedy napisałam do Niego, do Tunezji, że udało się, że wróciłam właśnie z Albanii, że postawiłam pierwszy mały krok – napisał krótko – Jestem dumny! Doświadczając życia misyjnego człowiek staje się innym. Już od teraz wszystko będzie inaczej wyglądało.
Nasze ostatnie spotkanie było bardzo radosne. Żegnaliśmy Rybę w Gutkowie na wspólnym grilu i snuliśmy plany ponownego spotkania. Wszyscy dzieliliśmy Jego radość z wyjazdu do Tunezji.
Dziś przychodzi nam się pożegnać w chwili ciszy i smutku.
Pamiętajmy jednak o nadziei, o tym, że „prawdziwe mieszkanie mamy w niebie.”
Nie pytaj, zatem „Dlaczego?” Zapytaj lepiej, „Po co?” A zobaczysz sens tej śmierci.
Ryba, dzięki że byłeś z nami!
Niech Pan da Ci piękne niebo!!!
Bóg z nieba daje mi znać
Nie płacz mamo kiedy odejdę
Widocznie musiało być tak…”
Dziś w godzinach wieczornych w parafii św. Wawrzyńca w Gutkowie (Olsztyn) odbyła się uroczysta Msza Święta w intencji księdza Marka Rybińskiego.
Kościół pełny po brzegi, wielu nie kryło łez i smutku po stracie, jaka dotknęła nas wszystkich, zwłaszcza tych, którzy mieli okazję poznać ks. Marka.
Ja jednak myśląc o Rybie mam na ustach uśmiech, bo czy ktoś pamięta Go smutnego, czy ktoś z Was ma choćby jedno zdjęcie, na którym Ryba jest zmartwiony?
Ks. Marek, „Ryba” jak Go nazywaliśmy, był dla Gutkowa jak świeża krew. Kiedy On pojawił się w Olsztynie, „z podziemi” wyszła też grupa olsztyńska MWDB (wcześniej spotykaliśmy się przy parafii na Kortowie).
Pamiętam, kiedy jako pracownik SOMu przyjechał do Olsztyna by uczestniczyć w animacji misyjnej. Bardzo podobała Mu się Warmia i na pewno nie spodziewał się, wypowiadając słowa „w sumie to mogliby mnie tu wysłać”, że przyjdzie Mu rok później pracować z nami.
…I wysłali.
Początki trudne, zupełnie inna rzeczywistość niż stołeczna praca z wolontariuszami. Zawsze powtarzał na olsztyńskich spotkaniach MWDB, że dodajemy Mu odwagi i radości do zaaklimatyzowania się w nowym miejscu. Dużo energii, dużo pomysłów, dużo wsparcia i dużo ciepła to nasz rok z księdzem Markiem.
Widzieliśmy wszyscy jak parafianie Gutkowa przyjmują Go do swojej rodziny a On odwzajemnia to uczucie dając z siebie jeszcze więcej. Dzielił się z nami tym doświadczeniem. Kiedy On tryskał radością – my razem z nim, kiedy miał problem – szukaliśmy wspólnie rozwiązania.
Plany Tunezji pojawiały się zawsze w Jego słowach, gdy tylko rozmawialiśmy o naszych pragnieniach misyjnych. Wiele razy opowiadał sen jak to „wjeżdża przez łany zboża na kombajnie by zbierać żniwo”. Łączył to właśnie z powołaniem do pracy misyjnej. I znów Pan spełnił Jego pragnienie. Przed wakacjami oznajmił nam, że udało się, że wyjeżdża na 3 lata a potem zobaczy, co Pan planuje dalej.
Dla mnie osobiście Ryba był jedną z niewielu osób na tamte czasy, od których otrzymałam wsparcie w budowaniu odwagi do wyjazdu, do poświecenia się misjom. Kiedy napisałam do Niego, do Tunezji, że udało się, że wróciłam właśnie z Albanii, że postawiłam pierwszy mały krok – napisał krótko – Jestem dumny! Doświadczając życia misyjnego człowiek staje się innym. Już od teraz wszystko będzie inaczej wyglądało.
Nasze ostatnie spotkanie było bardzo radosne. Żegnaliśmy Rybę w Gutkowie na wspólnym grilu i snuliśmy plany ponownego spotkania. Wszyscy dzieliliśmy Jego radość z wyjazdu do Tunezji.
Dziś przychodzi nam się pożegnać w chwili ciszy i smutku.
Pamiętajmy jednak o nadziei, o tym, że „prawdziwe mieszkanie mamy w niebie.”
Nie pytaj, zatem „Dlaczego?” Zapytaj lepiej, „Po co?” A zobaczysz sens tej śmierci.
Ryba, dzięki że byłeś z nami!
Niech Pan da Ci piękne niebo!!!
wtorek, 28 grudnia 2010
Zabieganie i zmęczenie...
"Każdy z Was tu zgromadzony, wie że świąt nadejdzie czas. Zabieganie i zmęczenie wkrótce też ogarnie nas..."
I wszystko, jak w wierszyku, sprawdziło się dokładnie. Ostatni tydzień przed świętami był naprawdę męczący. A miało być tak pięknie...Obiecałam sobie, że przystopuję, że usiądę, że pomyślę i przeżyję ten czas ostatnich chwil adwentowych w atmosferze wyciszenia. Nie udało się:(
Nie był to jednak stracony czas.
W poniedziałek i wtorek udało się dokupić ostatnie prezenty i złożyć wizyty najbliższym znajomym. Owocem tego są uśmiechy na twarzach moich bliskich z trafionych upominków oraz zaproszenie na ślub, jakie otrzymałam od Madzi i Jana. Dostałam też od nich mały upominek w barwach afrykańskich - ramka w kształcie żyrafy i zdjęcie dwóch zabawnych "MAłpiszonków" w ramce - DZIĘKUJĘ
W środę, po godzinnej przeprawie przez miasto trasą Nagórki-Zatorze, dostałam się do radia, gdzie czekały na mnie dwie bardzo sympatyczne i uśmiechnięte osoby: pani Monika i Filip. Udało nam się sprawnie i szybko nagrać wywiad, który był emitowany w Niedzielny poranek w "Dziecinadzie".
W środę gościłam też na Kółku Misyjnym w SP 25 w Olsztynie. Tematem spotkania były misyjne kartki świąteczne oczywiście o tematyce afrykańskiej. Uwielbiam spotkania z dziećmi. Dzieciaki chętnie też pytali o zeszłoroczne święta spędzone w Zambii. Nasza twórcza radość zaowocowała przepięknymi pracami, które możecie zobaczyć na zdjęciach.
W czwartek przed Bożym Narodzeniem przypomniałam sobie jak to było rok temu w Mansie. Szczególnie wróciły obrazy z Wigilii, kiedy to siostra poprosiła mnie o udekorowanie kaplicy. Pamiętam, jak byłam wystraszona...Przecież ja tego w życiu nie robiłam. W tym roku, już z małym doświadczeniem, chętnie i bardziej odważnie pomogłam siostrze Franciszce zrobić żłóbek w naszym kościele na Nagórkach.
I tak po 3,5 godzinach pracy w przedszkolu w piątek ruszyłam do domku. Oj wielkie zdziwienie mnie ogarnęło,kiedy wjechaliśmy na drogę powiatową prowadzącą do mojej wsi. Odcinek, który można pokonać w 15 minut zajął nam prawie godzinkę. Wyglądało to mniej więcej jak droga buszowa po porze deszczowej, tyle że samochód tańczył po śliskiej a nie zabłoconej nawierzchni.
Za to w święta wyszło całe to bieganie...
Śpiąca Królewna przy mnie to nic...
czwartek, 23 grudnia 2010
Lesa amupale mu mwaka 2011

Boże Narodzenie to...
Mówienie o ponownych spotkaniach
O głębokich uczuciach
I o spoglądaniu we własne wnętrze.
To wspólne spacery
Aby przecierać nowe szlaki.
To odnajdywanie w duszy tego dziecka, które w nas tkwi,
Odrzucenie egoizmu, aby dać siebie całego…
To miłość, światełko i nadzieja
To ten niepewny świat
To wzięcie się za ręce i wspólne życie w pokoju.
Czyż nie tego pragniemy?
Namuposha umutende mu nshiku sha Noeli.
środa, 22 grudnia 2010
"Wolontariusz w Dziecinadzie"
Zapraszam wszystkich w niedzielny poranek po 9:00 do słuchania Radia Olsztyn.
Będę miała okazję opowiedzieć najmłodszym mieszkańcom Olsztyna o tym, jak wygląda życie dzieci w Zambii, czy w Zambii ubiera się choinkę...
Dziękuję Pani Monice, która jest redaktorem programu oraz Filipowi za miłe i ciepłe spotkanie.
Natotela sana
Dziecinada - Radio Olsztyn - Niedziela - 9.00
Zapraszam
TAU + MWDB = radosna twórczość
Poniżej link do filmiku o tym, jak to się wolontariusze MWDB spotkali z Małą Tereską
http://www.youtube.com/watch?v=Jt25tRlcwyQ&feature=player_embedded
http://www.youtube.com/watch?v=Jt25tRlcwyQ&feature=player_embedded
Subskrybuj:
Posty (Atom)